Początkową ideą tego bloga była chęć zostania nową Carrie Bradshaw. Niestety stały związek nie pomaga w zdobywaniu doświadczeń seksualnych, a moje miasto to żaden Manhattan. Talent pisarski (?) też zostawia sobie wiele do życzenia. Zostanę więc, specjalnie dla Was - moi wyimaginowani czytelnicy, srebrnym bucikiem, który tutaj - na przedmieściu miasta liczącego sobie przeszło 140 tyś mieszkańców, może stanowić symbol luksusu, bogactwa, pochodzenia z wyższych sfer.*
W moim
Nie wydaje mi się, żeby kobiety potrafiły być tak do końca szczęśliwe w związku. W związku o długim stażu, zwłaszcza jeśli sytuacja przez ostatnie X lat nie uległa zmianie. Nie piszę tego złośliwie, bo sama jestem jedną z nich.
W zeszłym roku, na przełomie maja/czerwca bycie z M. stanęło dla mnie pod znakiem zapytania. Nie byłam niczego pewna. Mogłam do woli słuchać smutnych piosenek, a nawet tych radosnych (typu rozstaliśmy się i jest zajebiście) i spokojnie się z nimi utożsamiać. Miałam na co ponarzekać przy którymś z kolei piwie, na co się żalić i przeżywać swój wewnętrzny weltschmerz. Krótko mówiąc - byłam szczęśliwa w swoim nieszczęściu.
W lipcu, tak się złożyło, że byłam zmuszona wyjechać do Holandii do pracy. Dwa miesiące osobno i...?! Nagle dowiadujemy się, że nasz oschły i zimny chłopak ma jakieś uczucia. Ba, mało tego nie byle jakie! Tęskni, martwi się, marzy o naszym powrocie i chce naszego szczęścia. Wracam a tu przemiana, na którą czekałam od tych wspomnianych już X lat. Wszystko się ułożyło, M. zamienił się w księcia z bajki i żyjemy długo i szczęśliwie. Brak powodów do narzekania, wszystkie piosenki o toksycznej miłości straciły dla mnie sens, bo przecież miłość kwitnie, on jest na każde zawołanie i ogólnie nasz związek ocieka mlekiem i miodem. Szczęśliwa? Do pewnego stopnia, od którego byłam tym razem - Nieszczęśliwa w swoim szczęściu.
Żeby utrzymać przysłowiowy ton tej szczególnie interesującej notki, podsumujmy całość nieco wulgarnym spostrzeżeniem - co za dużo to i świnia nie zeżre. A my kobiety, to prawdziwie świnie (Big Cyc nie miał racji) z klasą. Ciężko nam dogodzić.
*ironia
Piszesz no świetnie! :-) chłopak oschły czy nie- zawsze okazuje się, że te uczucia ma, o.
OdpowiedzUsuń